Jestem swego rodzaju patriotą lokalnym. Wolę kupować w lokalnej sieci delikatesów niż w wielkiej międzynarodowej sieci…a właściwie do wczoraj wolałem…

Pomimo niedzieli wybrałem się do sklepu kupić kilka warzyw na zupkę dla dziecka. Po powrocie do domu okazało się, że nabyty przeze mnie brokuł nie do końca jest wegetariański. Mówiąc wprost był pełen robaków, z których największy miał pewnie około 2 cm długości. No nie jest to dokładnie to chciałbym, żeby mój syn jadł, więc niewiele myśląc zapakowałem mięsne warzywo do pierwszej torebki jaką znalazłem (notabene była na nim naklejka z poprzednich zakupów) i pojechałem do sklepu. Niestety trafiłem na kierowniczkę sklepu…

– Dzień dobry chciałem pokazać Państwu jak wygląda brokuł, który kupiłem przed chwilką. Jest pełen robaków – powiedziałem
– Oj po co pokazywać, wystarczy zawiązać i wyrzucić. I czemu tu jest naklejka z pietruszką, przecież brokuł nie jest na wagę – zaczęła Pani Kierownik.
– Jest taka naklejka bo zapakowałem go w pierwszą torbę jaką w domu znalazłem – odpowiedziałem
– A to Pan go kupił? To proszę paragon – odparła kierowniczką
– Nie mam – powiedziałem,
– To trzeba brać – skwitowała to kierowniczka
– To trzeba uważać co się serwuje klientom – odpowiedziałem
– Co Pan myśli, jak kupujemy 300 czy 400 brokułów na raz to mamy je wszystkie sprawdzać??? Żartuje Pan? Trzeba patrzeć co się bierze!
– słucham??? – zdębiałem – obwinia mnie Pani, że wziąłem zepsuty towar?
– Bo trzeba uważać – fuknęła Pani kierownik
– Wie Pani co, wystarczyło zabrać to warzywo, przeprosić i powiedzieć, że na przyszłość będziecie uważać. I to załatwiło by sprawę. A tak to właśnie był mój ostatni zakup u Państwa…
– No już oddam Panu pieniądze – dobrodusznie stwierdziła Pani kierownik.
– Nie dziękuje, szkoda fatygi…
I tak właśnie stałem się klientem zachodniej sieci sklepów. A polska sieć straciła mnie jako klienta (który praktycznie codziennie zostawiał w kasie kilkadziesiąt złotych)…. Antrakt